Niestety mam przykrą wiadomość. Jak mówi tytuł posta - zawieszam na jakiś czas bloga. Nie chce go całkowicie likwidować, bo bardzo długo sprawiał mi on kupę radości. I nadal by sprawiał gdybym miała czas na czytanie książek...
Od września zaczęłam chodzić do liceum i niestety nie mam już tyle czasu na czytanie i recenzowanie. Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu wrócę do prowadzenia tego bloga.
Do zobaczenia....
środa, 30 października 2013
poniedziałek, 14 października 2013
30 DAY BOOK... Książki, które mnie śmieszą
Dzień 7 Książki, które mnie śmieszą.
Nie przypominam sobie żadnej książki, która by mnie
śmieszyła. Dlatego postanowiłam napisać o motywach pojawiających się w
książkach, które nie miały być śmieszne ale rozbawiały naiwnością.
Motyw pierwszy pojawiający się często (żeby nie powiedzieć, że
zawsze) w książkach paranormal romance. I
tutaj żeby od razy na początku powiedzieć – owszem czytam ten gatunek i nie
wstydzę się tego, ale to nie oznacza że nie zauważam takich banalnych motywów.
Chodzi mi tu o „miłość” między głównymi bohaterami. A mianowicie postać płci
pięknej, zazwyczaj jest ona człowiekiem, zakochuje się w zabójczo przystojnym chłopaku,
który jest wampirem/wilkołakiem/duchem/czy kim kol wiek innym z
nadprzyrodzonymi mocami. Nie było w tym nic złego, gdyby to nie wyglądało tak
że po zamienieniu ze sobą jednego zdania kochają się niezmiernie i nie mogą bez
siebie żyć. Gdzie tu jaki kol wiek realizm. I o ile w niektórych książkach jest
to opisane w miarę przyzwoicie, to w niektórych wszystko kreci się wokół tego
niemożliwego związku. Po prostu śmieszy mnie to swoją głupotą.
Motyw drugi – bohaterki udające (albo raczej po prostu tak
wykreowane) ofiarę losu. Chodzi o postacie, które zachowują się jakby nie miały
mózgu, pchają się w kłopoty i czekają aż ukochany je uratuje. Wolę bohaterki,
które mają swoje zdanie i wprowadzają trochę akcji do książki, niż takie „kluchy”.
Tylko cięgle chodzą i narzekają jakie to one są okropne i jak to możliwe, że
ten niewyobrażalnie piękny chłopak je pokochał; maja milion kompleksów i ciągle
trzeba o nich czytać.
Motyw trzeci ( miałam o nim wspomnieć przy okazji
pierwszego, ale zapomniałam więc będzie osobno) – trójkąciki. Wracając do
banalnych i nierealnych uczuć. To samo już jest złem, ale jeśli dorzucimy
jeszcze do tego kolejnego przystojniaka, albo kolejna dziewczynę, to mam ochotę
krzyczeć. To na początku było fajne, ale kiedy czyta się o tym kolejny raz z
rzędu to zaczyna być śmieszne.
No i motyw czwarty – przewidywalność. Najbardziej jest to denerwujące
w kryminałach albo thrillerach, ale w innych książkach równie mocno wkurza. I po
prostu kiedy już po kilkudziesięciu stronach domyślam się jakie będzie zakończenie,
to czytanie wcale nie jest przyjemne.
Zgadzacie się ze mną że te powtarzające się rzeczy mogą po
jakimś czasie zacząć zarówno denerwować jak i śmieszyć swoją banalnością?
poniedziałek, 7 października 2013
30 DAY BOOK... Książka, która sprawia, że jestem smutna
Dzień 6 Książka, która sprawia, że jestem smutna
Myślę, że dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że "Oskar i pani Róża' dostał miano zasmucającej mnie książki. Była to lektura w trzeciej gimnazjum, jedna z niewielu, która jest naprawdę warta przeczytania.

Oskar jest małym chłopcem chorym na raka. Pani Róża jest wolontariuszką w szpitalu i staje się ona przyjaciółką Oskara. Pomaga mu przetrwać dobrze ten czasu który mu pozostał. Proponuje Oskarowi, żeby jego jeden dzień był jak 10 lat. Dzięki temu chłopiec może sobie wyobrazić, jakby przeżył o wiele więcej lat niż na prawdę.
Myślę, że wiele z was zna historię Oskara. Być może z filmu, a z tego co wiem są nawet dwie wersje ( jak nie więcej). W tym przypadku książka jest o wiele lepsza. Płakałam na niej już od pierwszych stron. Ksiązka jest cieniutka i przeczytałam ją za jednym razem, ale przez cały czas ryczałam. Nie pamiętam by jakakolwiek inna książka wywołała we mnie taki smutek. Oskar jest tylko małym chłopcem, a jego historia jest strasznie, okropnie przytłaczająca.
Książka pana Schmitta jest przesycona prawdami życiowymi i niewinną dziecięca nadzieją. Będę dłuuuugo pamiętać "Oskara i Panią Różę". Polecam każdemu, bez względu na wiek czy płeć.
sobota, 5 października 2013
30 DAY BOOK... dzień 4 i 5
Dzień 4 Ulubiona książka z ulubionej serii
i ...
Dzień 5 Książka, która sprawia że jestem szczęśliwa

Przejdźmy do książki, która sprawia że jestem szczęśliwa. Pierwsze co przyszło mi do głowy to "Duma i uprzedzenie" i chociaż jeszcze długo myślałam czy nie ma czegoś bardziej 'szczęśliwego' to nic nie wymyśliłam. Do końca nie wiem czemu ta książka mnie uszczęśliwia, ale kiedy o niej pomyślę to na twarzy od razu pojawia się uśmiech.
Pokochałam bohaterów tej książki, ich przywary i cechy odróżniające każdą z postaci od innej. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki i pewnie sięgnę po nią jeszcze nie raz.
I muszę przyznać, że jest to jedyna książka z której pamiętam pierwsze zdanie i mam nadzieję, że szybko go nie zapomnę :)

Tutaj reszta mojej opinii o tej książce - http://krainatysiacaksiag.blogspot.com/2013/09/duma-i-uprzedzenie-jane-austen.html
No i mój ukochany cytat:
„- Stoi przed tobą smutna konieczność wyboru, Elżbieto. Od dziś staniesz się obca jednemu ze swych rodziców. Matka nie chce cię oglądać, jeśli nie poślubisz pana Collinsa, a ja nie chcę cię widzieć, jeżeli go poślubisz.”
piątek, 4 października 2013
30 DAY BOOK CHALLENGE dzień 3
Dzień 3 Moja ulubiona seria
Trudno było wybrać jedną, ale w końcu zdecydowałam się na "Jutro". W końcu to taka porządna seria, a nie trylogia czy coś w tym stylu. 7 książek i jeszcze 3 kontynuacji, zasługują na wspomnienie.
Seria "Jutro" opowiada o życiu grupy przyjaciół w kraju, w którym rozpoczęła się wojna. Oni pozostali na wolności tylko dlatego, że byli na biwaku w górach, podczas nalotu. Kiedy wrócili zobaczyli puste domu, martwe zwierzęta, odciętą elektryczność. Od tego momentu ich życie całkowicie się zmieniło, bo postanowili uratować oni swoich rodziców i walczyć z wrogiem, który bezprawnie wdarł się do ich państwa.
Wszyscy bohaterowie są bardzo prawdziwi i naturalni. Każdy z nich jest inny, dlatego kiedy w kolejnych częściach któryś z nich ginął to bardzo to odczuwałam. John Marsden miał znakomity i oryginalny pomysł, a przy tym potrafił wspaniale przelać to na papier. Bardzo lubię jego styl pisania. Poznajemy historię z perspektywy Ellie, która spisuje wszystko co dzieje się w życiu jej i przyjaciół. Myślę, że każdy znalazł by tu bohatera z którym mógłby się po części utożsamiać. Ja pokochałam całą serię i Johna Marsdena przy okazji. Zapewne jeszcze kiedyś wrócę do poszczególnych części i was również zachęcam do sięgnięcia po "Jutro"
wtorek, 1 października 2013
30 DAY BOOK CHALLENGE dzień 2
Dzień 2 Książka, którą przeczytałam więcej niż trzy razy.

Opisy krajów pochłoniętych wojną i codziennego życia w nich były naprawdę przejmujące. "Wiadomość w butelce" jest książką, którą może przeczytać dosłownie każdy i nie będzie go ona nudzić. Pokazuje ona prawdziwe życie, a nie banalna historyjkę. Myślę, że jeszcze nie raz do niej wrócę.
poniedziałek, 30 września 2013
30 DAY BOOK CHALLENGE dzień 1
Ponieważ ostatnio w ogóle nie mam czasu na czytanie i strasznie zaniedbałam bloga, wiec postanowiłam rozpocząć zadanie na 30 dni. Codziennie, albo co drugi dzień będzie nowy post. Zapraszam :)
Day 1 Najlepsza książka, którą czytałam w zeszłym roku.
Grace uwielbia wilki, lubi się nim przyglądać, robić zdjęcia. "Jej wilk" ma złote oczy, ale pewnego dnia dziewczyna widzi rannego chłopaka przed swoimi drzwiami, tyle ze ten chłopak ma oczy jej wilka. Jak się okazuje Sam nie jest zwykłym nastolatkiem, bo kiedy robi się zimno, zmienia się w zwierze.
Rozpoczyna się miłość i walka z czasem. Przychodzą mrozy, a czas który został chłopakowi staje się coraz krótszy.
Może i ta książka nie jest najambitniejszym dziełem, ale ma taki urok i magię w sobie, że doszczętnie mnie pochłonęła. Pani Stiefvater pisze w cudowny sposób. "Drżenie" ma około 500 stron i ani przez chwilę nie jest nudne. Tak samo zresztą jest z kolejnymi częściami i innymi książkami tej autorki. Wracając do "Drżenia". Sprawa wilków jest przedstawiona w bardzo ciekawy i nigdzie przeze mnie wcześniej nie spotkany sposób. Wilkołaki zamieniają się w zwierzęta kiedy przychodzą mrozy, zima. Na początku każdego rozdziału jest napisane ile jest stopni, co jeszcze bardziej buduje emocje, bo nie wiadomo kiedy Sam się z powrotem zmieni.
Bohaterowie są ciekawi. Żaden z nich mnie nie denerwował. Wiadomo, że można się przyczepić do realności związku głównych bohaterów, ale to normalne w tego typu książkach. Tyle, że w "Drżeniu" nie gryzło mnie to w oczy, ich uczucie miało taki specyficzny urok.
niedziela, 15 września 2013
SERIAL NA DZIŚ #1 „Nikita”
Nie mam czasu czytać! To jest tragiczne, ale niestety
prawdziwe. Nie przestawiłam się jeszcze na tryb nauki w liceum i moja doba w
jakiś niewyobrażalny sposób się skróciła. Nie myślcie, że nie czytam w ogóle,
za kilka dni pewnie pojawi się recenzja „Dotyku Julii”, a tym razem musicie
zadowolić się moją opinią o serialu.
Żeby zapełnić trochę pustkę na blogu postanowiłam, że wybiorę
jakiś serial i podzielę się z wami moim skromnym zdaniem o nim. Padło na
Nikitę, a to przede wszystkim dlatego, że leciała „Szkoła uczuć” w telewizji, a
tam gra ten sam aktor co w Nikicie. Tak,
tak… oczywiście mój ukochany Shane West.
Nikita jest młodą kobietą i… szpiegiem, zabójcą. Została
zwerbowana do tajnej agencji, która szkoli młodych ludzi, aby dla nich
zabijali. Ale Nikita się zbuntowała i jako pierwsza i jedyna osoba uciekła z
Sekcji, a teraz próbuje ją zniszczyć.
Serial ma 3 sezony i z tego co mi wiadomo więcej nie będzie.
Jestem dopiero w połowie drugiego, więc nie mogę się wypowiedzieć o całości,
ale to co obejrzałam już spokojnie mi wystarcza, by polubić ten serial.
Pierwszy sezon był cudowny, niesamowity, strasznie wciągający, trzymający w napięciu
i tak dalej. Drugi nie jest już taki błyskotliwy, ale po kilku nudniejszych
odcinkach znowu dużo się dzieje.
Przy „Nikicie” na pewno nie można się nudzić. Nawet te
trochę gorsze odcinki mają w sobie to coś. Serial ma w sobie mnóstwo akcji. Nikita
próbuje zniszczyć Sekcję, nie pozwolić aby kolejni rekruci byli obdzierani z
sowiej tożsamości i szkoleni na zabójców. Bohatera jest pewna swego i trzeba
przyznać, że całkiem nieźle jej idzie to co chce osiągnąć. W książkach uwielbiam
takie silne i zdecydowane postaci i w serialach jest tak samo. Ale pod tą
maską, kryje się też dusza. Nikita wprew pozorom ma mnóstwo bolących i
strasznych wspomnień, które dodają jej osobie jeszcze więcej sensu i
prawdziwości.

Trzeba przyznać że twórca serialu Craig Silverstein miał
naprawdę świetny pomysł i całkiem nieźle go zrealizował. Akcja jest przemyślana i precyzyjnie nagrana.
Nie ma jakiś większych nieścisłości czy bardzo nierealnych sytuacji. Polecam
wszystkim, którzy lubią dobrą i szybka akcję. Przy serialu na pewno nie będziecie
się nudzić i wciągnięcie się już po pierwszych odcinkach.
9/10
czwartek, 12 września 2013
DOPÓKI CIĘ NIE ZDOBĘDĘ Samantha Hayes
Claudia jest szczęśliwą kobietą- ma męża, dwóch synów, córkę
w drodze i wielki dom. Ale wcale nie jest aż tak pięknie. Mąż pracuje w
marynarce morskiej i niedługo wyjedzie na tajną misję zostawiając Claudię samą
z dwójką przybranych synów, a na dodatek pewnie przyjdzie jej rodzić bez męża u
boku. Dlatego jeszcze zanim James wypłynie na środek Morza Śródziemnego
małżeństwo postanawia znaleźć nianię. Na ogłoszenie odpowiada Zoe. Kobieta ma
30 lat i doświadczenie. Wydaje się idealna, dlatego zostaje zatrudniona, ale
Claudia ma wątpliwości, których za nic nie może się pozbyć. W tym samym czasie
dwie kobiety w ciąży zostają brutalnie zamordowane. Śledztwem zajmują się
detektyw Fisher i Scott. Na pozór wydają się normalnymi detektywami, ale
naprawdę to są małżeństwem, które boryka się z problemami, próbując przy tym
oddzielić życie prywatne od zawodowego
Thriller nie należy do gatunku czytanego przeze mnie
najczęściej, a nawet powiedziałabym, że sięgam po niego bardzo rzadko, mimo
wszystko nie żałuję, że przeczytałam „Dopóki cie nie zdobędę”. Pierwsze co mi
się nasuwa na myśl to zakończenie. Trochę dziwnie zaczynać recenzję od końca
książki, no ale trudno. Po prostu zakończenie tak mnie wbiło z podłogę, że
nadal nie mogę uwierzyć w to co przeczytałam. Ale niestety nie piszę tego w
całkiem pozytywnym znaczeniu. Oczywiście
lubię zaskakujące zakończenia i to takie jest, ale wydaje się aż nierealne.
Trzy razy czytałam te kilka stron, w których wszystko się wyjaśniało i ciągle
nie mogłam tego zrozumieć. Z drugiej strony gdyby to miało skończyć się inaczej
to było by zbyt przewidywalne, więc może to rozwiązanie nie jest aż takie złe.
Cała akcja jest bardzo rozbudowana. Poznajemy aspekty życia
Claudii i jej dzieci, udziału w tym wszystkim niani, ale zostajemy również
zaznajomieni z inną rodziną, a
mianowicie z panią i panem detektyw, którzy prowadzą śledztwo . Są oni
małżeństwem z dwójką nastoletnich córek i masą kłopotów w swoim życiu.
Momentami przyjemniej czytało mi się o nich nić o Claudii, ale w końcu to ona
jest tu główną bohaterką i na niej było skupione więcej akcji.
Za minus na pewno uznaję to, że część książki była napisana
w pierwszej osobie, a część w trzeciej. Strasznie dezorientowało mnie to
podczas czytania i kiedy zaczynał się nowy rozdział to przez jedną czy dwie
strony musiałam się zastanawiać o kim teraz jest napisane. Bohaterów było
kilku, więc takie ciągłe zmienianie stylu i perspektywy pisania nie było
korzystne. Sprawiało to takie wrażenie jakby autorka nie mogła się zdecydować
czy chce pisać w pierwszej czy trzeciej osobie i zmieniała to w zależności od
humoru.
Bohaterowie nie wywarli na mnie negatywnych uczuć, z czego
oczywiście się cieszę, ale niestety też nikt nie zapadł mi szczególnie w
pamięć. Podobało mi się to, że w różnych momentach książki można było zmieniać
podejrzenia co do winnego całego zła w książce. Cały czas nie byłam pewno kto
jest „tym złym” , a moje ciche przypuszczenia i tak się nie sprawdziły. I jeśli
ktoś odgadł to podczas czytania to naprawdę go podziwiam. Jedynymi postaciami,
które bardziej przypadły mi do gustu były bliźniaki. Oscar i Noah byli naprawdę
uroczy i doskonale wykreowani, bo bardzo się od siebie różnili. Każdy z nich
miał inne cechy, ale i tak łączyła ich braterska miłość.
Książkę czytało się dość sprawnie, niektóre momenty były
trochę nudniejsze, ale całość jest ciekawa. Może i „Dopóki cię…” mnie nie
pochłonęła, ale spędziłam z nią miłe chwile. Polecam miłośnikom tego gatunku i
osobom lubiącym niespodziewane zwroty akcji. Mimo, że książka nie będzie
należeć do moich ulubionych, to cieszę się że miałam możliwość się z nią
zapoznać.
6,5/10
poniedziałek, 2 września 2013
DUMA I UPRZEDZENIE Jane Austen
Państwo Bennetowie mają pięć córek.
Żadna z nich nie jest jeszcze zamężna, więc ich matka robi wszystko żeby tylko
znaleźć im życiowych partnerów. Tak się składa, że akurat do Netherfield Park
przyjeżdża Pan Bingley z swoim przyjacielem panem Darcym. Dla pani Bennet to
idealna okazja, żeby wydać którąś z córek za mąż, więc wkłada swój cały wysiłek
w jak najczęstsze spotkania młodych mężczyzn z rodziną Bennetów. Ale nie trzeba
długo czekać aż najstarsza córka się zakochuje, a za jakiś czas i kolejna może
znajdzie odpowiedniego kawalera. Ale czy w życiu coś może być takie proste? Z
dwoma panami z sąsiedztwa jest więcej kłopotów niż mogłoby się komuś wydawać.
„Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak
do szczęścia tylko żony.”
W końcu pomyślałam, że trzeba zacząć
czytać coś bardziej ambitnego, coś co przetrwało od XIX wieku i nadal jest
lubiane, coś co ma miano klasyki. „Dumę i uprzedzenie” postanowiłam przeczytać
po tym jak zobaczyłam kilka pozytywnych recenzji. Tak więc, kiedy okazało się,
że książka jest dostępna w bibliotece to długo się nie zastanawiałam czy ją
wziąć. W domu od razu zaczęłam ją czytać, mimo że podchodziłam do tej książki z
małą rezerwą. Myślałam, że będę się przy niej męczyć, że mnie zanudzi albo coś
z tych rzeczy. Ale stało się zupełnie odwrotnie. Odpłynęłam.
Po pierwsze – język. Książka jest
napisana w tak piękny i niecodzienny sposób, że trudno się od niej oderwać.
Tego właśnie bałam się najbardziej, że styl pisania autorki mi nie przypadnie
do gustu, ale nic takiego nie miało miejsca. Wiadomo, że język jest zupełnie
inny i nie taki jak w większości książek po, które sięgam. No, ale książka
pisana w latach 1796-1797 nie może być napisana inaczej.
Jane Austen oczarowała mnie nie tylko
swoim stylem , ale i lekkością, poczuciem humoru i kreowaniem postaci. Nie
dość, że książkę czytało się bardzo przyjemnie to jeszcze można było się przy
niej uśmiechnąć. Były momenty, w których chciało mi się śmiać. Czasami z wydarzeń,
a czasami z głupkowatych zachowań pani Bennet czy młodszych sióstr Elżbiety.
Kultura i życie w wyższych sferach zostało znakomicie przedstawione, ale trudno
się temu dziwić. W końcu Jane Austen sama żyła w tamtych czasach.
Jak już mówiłam [pisałam] bohaterowie
są bardzo dobrze wykreowani, a mało ich nie jest. Autorka wprowadziła do
powieści sporo postaci, ale każda jest inna, więc nie ma problemu z
rozróżnieniem kto jest kim. Państwo Bennetowie mieli pięć córek i każda z nich
była inna. Z czym ja dzieliłam je na trzy części – 1) Jane i Elżbieta 2)Mary i
3) Lidia i Kitty. Oczywiście Jane i Elżbieta były moimi ulubienicami. Im z
resztą było poświęcone najwięcej czasu w książce. Zarówno najstarsza z
dziewcząt jak i jej trochę młodsza siostra wykazywały dużo inteligencji i uczuć
w stosunku do rodziny. Nie były one nierozważne i (pozwólcie, że wyrażę się
prosto i dogłębnie) głupie, tak jak Kitty i Lidia. Te najmłodsze myślały tylko
o balach i oficerach. Pasowały charakterem do swojej matki, która też inteligencja
nie grzeszyła. Dzięki tej kobiecie sporo się uśmiałam. Myślała ona tylko tym,
by córki wyszły za mąż i o niczym więcej. Zachowała się bardziej jak
nastolatka, która zrobi wszystko by tylko jakiś chłopak zwrócił na nią (w tym
przypadku na córki) uwagę. Ale mimo wszystko nie odbierałam jej jako postać
negatywną. Była doskonałym przeciwieństwem pana Benneta, który był spokojny i
zamknięty w sobie. Zupełnie nie pasujący do żony, przez co pewnie nie zaznawał
z życiu tyle szczęścia ile by chciał. Jego ulubiona córką była Elżbieta.
„-
Stoi przed tobą smutna konieczność wyboru, Elżbieto. Od dziś staniesz się obca
jednemu ze swych rodziców. Matka nie chce cię oglądać, jeśli nie poślubisz pana
Collinsa, a ja nie chcę cię widzieć, jeżeli go poślubisz.”
Oczywiście rodzina Bennetów nie była
jedynymi postaciami w powieści. Równie ważną rolę grali pan Bingley i pan
Darcy. Ten pierwszy od początku wszystkim się podobał i wszyscy go lubili, a
szczególnie Jane. Ten drugi robił wrażenie oschłego, dumnego i uważającego się
za lepszego od innych. I tu się zaczyna najlepsze co w tej książce – Darcy.
Pokochałam tego bohatera, ale oczywiście nie od początku. Żebyście nie myśleli,
że lubię ludzi dumnych i wywyższających się. Ja polubiłam pana Darciego dopiero
później, kiedy zobaczyłam co się naprawdę w nim kryje. Kibicowałam z całej siły
jego miłości do Elżbiety i dostawałam szału kiedy coś stawało na drodze tego
związku. Już dawno nie miałam okazji obcować z postacią, która wywoływała tyle
kontrowersji w moich emocjach. Na początku go nienawidziłam, na koniec go
kochałam.

Jedyny wielki minus to spolszczanie
imion. Powiedzcie mi dlaczego inni mogli zostać przy swoich oryginalnych
angielskich imionach, a Elżbieta musiała mieć imię przerobione na polskie.
Tutaj ogromna uraza do tłumacza, niech nigdy więcej nie spolszcza mi imion, bo
okropnie mi się to nie podoba. Przez to jedna z głównych bohaterek wydawała się
nie pasująca do reszty otoczenia, bo miała polskie imię, a nie angielskie.
Dzięki „Dumie i uprzedzeniu”
przekonałam się, że klasyka wcale nie musi być zła. Pokochałam ta książkę całym
sercem i nie obraziłabym się gdyby jej egzemplarz zagościł na stałe na mojej
półce, bo aż żal mi oddawać tą książkę do biblioteki. Gorąco polecam… każdemu!
9/10
sobota, 31 sierpnia 2013
MODA NA AUTORA #1 Olga Rudnicka
Już kilkukrotnie wspominałam, że nie jestem fanką polskich
pisarzy, ale dzisiaj postanowiłam mimo wszystko przyłączyć się do „Mody na autora”.
Wyzwanie jest stworzone przez Gosiarellę z bloga „W krainie stron”(który
swoją drogą bardzo chętnie odwiedzam). Już po przeczytaniu „Cichego
wielbiciela”, a było to jakiś miesiąc temu, myślałam o przyłączeniu się do tego
wyzwania i w końcu dzisiaj wzięłam się do napisania o autorce wyżej wymienionej
książki. A mianowicie o Oldze Rudnickiej.

Swoją pierwszą powieść wydała w 2008 roku. Było to Martwe jezioro, a w kolejnych latach
ukazały się jeszcze takie powieści jak : Czy ten rudy kot to pies? (2009;
kontynuacja Martwego Jeziora), Zacisze 13 (2009), Zacisze
13. Powrót (2010; kontynuacja Zacisza 13), Lilith (2010),
Natalii 5 (2011), Cichy wielbiciel (2012), Drugi
przekręt Natalii (2013; kontynuacja Natalii 5).
Jestem po lekturze „Cichego wielbiciela” Olgi Rudnickiej i
książka mnie oczarowała. Dostałam ją w prezencie na urodziny, za co bardzo
dziękuję, bo sama nigdy nie zdecydowałabym się na kupienie tej książki. Dzięki „Cichemu
wielbicielowi” przekonałam się trochę do polskich autorów. Nie trwało to długo,
bo kolejna książka napisana przez polkę mnie okropnie zawiodła. Mimo wszystko
podchodzę już inaczej do książek na których widnieje nie zagraniczne nazwisko.
Moje zachwyty na „Cichym wielbicielem” możecie poczytać tutaj --> Cichy wielbiciel . Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę miała okazje
przeczytać kolejną książkę Olgi Rudnickiej.
wtorek, 27 sierpnia 2013
Welcome to the City of bones!
Nie no, nie mogłam się powstrzymać. Musze coś napisać o tym
filmie.
Hipokryzja, bo od kilku dni narzekam, że wszędzie pojawiają się
recenzje „Darów anioła”, a teraz sama mam zamiar takową napisać. No trudno. Po
prostu film mnie tak zachwycił, że muszę się z wami tym podzielić. Może akurat
kogoś namówię na pójście do kina.
Zacznijmy od fabuły ( tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś jej
jeszcze nie znał). Clary obchodzi swoje
urodziny z przyjacielem – Simonem. Namawia go, żeby po wieczorku poetyckim
pójść do klubu. Clary widzi tam coś co wyprowadza ją kompletnie z równowagi.
Trójka młodych ludzi zabija pewnego chłopaka z zimną krwią. Na dodatek okazuje
się, że nikt inny tego nie widział. Następnego dnia Clary idzie z Simonem no
kawiarni i znowu spotyka tego samego chłopaka, który wczoraj w klubie zabił
tamtego człowieka. Dziewczyna wychodzi z klubu, żeby z nim porozmawiać i
dowiaduje się że wcale nie jest ona taką zwyczajną nastolatką. Na domiar złego,
ktoś porywa matkę Clary i wtedy wszystko zaczyna przewracać się do góry nogami.

Trzeba przyznać, że w filmie było sporo śmiesznych momentów.
Charakterek Jace’a nie stracił na wartości. Były jego docinki i sarkastyczne
odzywki, jeeaaa! W ogóle było sporo scen, przy których można było się uśmiechnąć.
I nie wiem czy tylko mnie śmieszyło jak Jocelyn biła tamtego faceta patelnią?
Bo wszyscy w kinie siedzieli poważnie, a mi się chciało śmiać.
W takim razie teraz zacznę moje ochy i achy co do Jace’a (jeśli ktoś
nie podziela mojej radości i pochwał co do tego aktora, niech przejdzie do
dalszej części recenzji). Jestem zdania, że Jamie
Campbell Bower został idealnie dopasowany do
swojej postaci. Tyle osób narzekało, że obsadzili akurat tego aktora, a ja tam
od początku byłam zadowolona i uważam że jest on ślicznyi naprawdę przystojny. Ale pomijając już jego cudowny wygląd, to
bardzo dobrze zagrał. Było widać, że wczuł się w rolę i dopasował do swojej
postaci. W książce Jace był moją ulubioną postacią i Jamie Brower nie ujął mu
nic swoją grą aktorską, a może nawet coś dodał.
Koniec akapitu poświeconego Jace’owi ( co nie znaczy, że nie
mogłabym się jeszcze trochę pozachwycać). Wiadomo, że są tez jeszcze inni aktorzy.
Zacznijmy od tych, którzy przypadli mi do gustu. Głowna bohaterka zasługuje
niewątpliwie na pochwały. Aktorka naprawdę dobrze zagrała i tak jak Jamie Bower
była dobrze dobrana do postaci, którą ogrywała. Przeczytałam ostatnio, że
aktorka ma dziwne brwi O.o. może i faktycznie, ale raczej mi to nie
przeszkadzało (chociaż przyznaje, jak pierwszy raz pokazała się na ekranie to spojrzałam
na jej brwi, żeby przekonać się co tez takiego dziwnego w nich jest). Dodatkowo
stwierdziłyśmy razem z koleżanką, że Lily Collins ma w filmie świetny kolor
włosów. Kolejnym aktorem, który mnie oczarował był Godfrey Gao grający Magnusa.
Co prawda nie było tej postaci zbyt wiele, ale jak już się pojawiał to robił na
mnie wrażenie. Czytając książkę wyobrażałam go sobie inaczej, ale w takiej
wersji jak najbardziej mi odpowiadał. Kolejną postacią, która odbiega od moich
wyobrażeń jest Valentine. I ile Magnus mi się w filmie podobał, to na Valentina
mogłabym trochę ponarzekać. Nie, że aktor źle zagrał, tylko po prostu w ogóle
nie pasował mi do tej roli. No i postać Simona, tak przeze mnie nie lubiana.
Nie można tu nic zarzucić aktorowi, bo na pewno nie wykonał mniej pracy niż pozostali,
ale jestem uprzedzona do tej postaci. Nie polubiłam Simona ani w książce ani w
filmie. Do gustu nie przypadł mi też Kevin Zegers (Alek). W porównaniu z innymi
aktorami wypadł tak jakoś … staro. Ale może to tylko ja odniosłam takie
wrażenie
Na duży
plus zasługują efekty specjalne. Jak wiadomo książka pani Clare jest
przepełniona elementami fantastycznymi i obawiałam się, że producenci nie
podołają zadaniu. Moje obawy okazały się niepotrzebne bo efekty specjalne były
cudowne. Demony robiły wrażenie, tak samo zresztą jak budynek instytutu i jego
wnętrze. Mam wrażenie, że wszystko było dopracowane w każdym szczególe. Muzyka
była podstawiona w odpowiednich momentach i doskonale budowała napięcie.
Podsumowując- „Dary Anioła: Miasto kości” jest jedną z najlepszych
ekranizacji jakie widziałam. Książka naprawdę mi się podobała, więc i po filmie
sporo oczekiwała i moje oczekiwania zostały spełnione. Nie rozumiałam o co jest
tyle szumu dopóki sama nie zobaczyłam tego filmu. I chociaż niektóre opinie nie
były aż tak pozytywne, to ja jestem zachwycona i zadowolona w niemal w 100%.
Naprawdę z całego serca polecam ten film. Tym, którzy polubili książkę i tym,
którzy jeszcze jej nie czytali; każdemu.
10/10
Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca mojej przesyconej entuzjazmem
paplaniny. Jeśli tak to piszcie w komentarzach czy się ze mną zgadzacie i jakie
odczucia wy macie co do filmu.
Dziękuję za miłe towarzystwo- A.M.
piątek, 23 sierpnia 2013
NIE ODCHODŹ, JULIO Ewa Barańska
Od kiedy
Wiktor zaczął spotykać się z Idą popsuły się jego kontakty z kumplami, ale jemu
to nie przeszkadza, bo przecież każdy chciałby być z tą pięknością. Wiktor robi
dla niej dosłownie wszystko, wynajmuje pokój w najdroższym hotelu, zjawia się
na każde zawołanie itp. Pewnego dnia na imprezie urodzinowej u
Kaliny(przyjaciółki Idy) zauważa cichą i spokojną dziewczynę. Okazuje się, że
jest to siostra solenizantki – Julia. Wiktor nie zawraca sobie zbytnio nią
głowy, ale za kilka dni spotykają się w parku i zaczynają rozmowę ze sobą.
Chłopak zauważa, że Julia jest całkiem inna od jego partnerki i maja dużo
wspólnych tematów. Potem jeszcze parę razy spotykają się przypadkowo w parku,
ale czy Wiktor zostawi taką piękną dziewczynę jaką jest Ida? Czy coś połączy go
z Julią?
Nareszcie
mogę napisać negatywną recenzję! Ostatnio czytałam same dobre książki i nie
miałam zbytnio na co narzekać, za to teraz mogę pojechać po całości. Bądźmy
szczerzy w tej książce nie podobało mi się prawie nic. Przykre, lecz prawdziwe.
Po pierwsze,
Wiktor. Nie rozumiem jak można być studentem na wydziale matematyki i
informatyki, a jednocześnie być takim idiotą. Chłopak zachowuje się jak
szczeniaczek Idy. Robi wszystko co dziewczyna mu każe. Ida pisze sms, że chce
się spotkać w hotelu – Wiktor leci wynająć pokój. Ida mówi, że chce iść na
imprezę – Wiktor od razu idzie z nią na imprezę, nawet jeśli miał inne plany.
Wiktor chce porozmawiać – Ida go ignoruje i nic sobie z tego nie robi. Czy
tylko mi się to wydaje nienormalne? Ale
mało tego, bo po kilku stronach Wiktor zaczyna interesować się Julią, która
jest cicha, spokojna i nie jest ani trochę dusza towarzystwa. Tak nagle mu się
odmieniło? Sama Julia tez jest nie lepsza. Ta dziewczyna jest tak
zakompleksiona i wiecznie narzekająca, że aż głowa boli. Cały czas porównywała
się do Idy i myślała dlaczego Wiktor coś w niej widzi. Co prawda Julia jest
chora (jej chorobą zajmę się dokładniej potem , bo to osobna sprawa), ale
zostało to przedstawione w taki sposób, że nawet nie było mi jej żal. Jedyne co
mi się w tej dziewczynie podobało, to że interesowała się historią. Czytała
mnóstwo książek o życiu ludzi z dawnych lat i było widać, że jest to jej pasją,
a to przynajmniej jest jakiś przejaw inteligencji. Postać, którą byłam w stanie
tolerować to Kalina. Nie była ona broń Boże idealna, a czasami nawet
denerwująca, ale miała ludzkie i naturalne odruchy.
A teraz
zacznijmy o chorobie Juli. Kupiłam ta książkę, bo opis jest dobry i była ona w
dobrej cenie. Po tym co przeczytałam na okładce myślałam, że dostanę książkę,
która wywoła we mnie emocje. A tak
naprawdę nie czułam przy jej czytaniu kompletnie nic. Nie będę dokładnie
opisywać co po kolei mnie denerwowało, żeby za bardzo nie spojlerować, ale było
tego wiele. W pewnym momencie książki okazuje się, że Julia ma chore nerki i
nie dowiadujemy się praktycznie nic więcej. Ma chore nerki i koniec. Julia
dostaje broszurkę, a ja nie wiem kompletnie nic. Potem kiedy zaczynają się
dializy to jest trochę więcej szczegółów tej choroby i dopiero wtedy możemy
zobaczyć co jest w niej takiego poważnego. No, ale jeśli miała bym odczuwać
jakieś emocje względem nieszczęścia Juli to chciałbym już na początku wiedzieć
co takiego strasznego się jej przytrafiło.
Autorka
pisze w bardzo zawiły i momentami nie zrozumiały sposób. Tworzy bardzo długie
zdania, które po 10 wyrazie z kolei tracą już dla mnie sens. Oczywiście nie
jest tak cały czas, ale w niektórych momentach jest to naprawdę uciążliwe.
Plusem w tej książce (wow, znalazły się jakieś plusy) jest to, że autorka wtrąca
co jakiś czas cytaty z poważnych książek, mówi o różnych ważnych rzeczach, mówi
o tym czego uczy się Wiktor na studiach, przedstawia rozmaite tytuły książek,
które czyta Julia. To niewątpliwie świadczy o tym, że pani Barańska ma spora
wiedzę i stara się to pokazywać w swojej książce.
Mimo
wszystko przeczytałam tą książkę do końca, a to też o czymś świadczy. Nie
zanudziła mnie na śmierć, bo w sumie tam się sporo działo, tylko że zbyt dużo
rzeczy w tej książce mnie irytowało. Nie wiem komu mogę tą książkę polecić, bo
wiadomo że nie każdy ma taki sam gust i niektórzy mogą doszukać się z tej
lekturze więcej dobrego.
"-Czasem tak bywa, w medycynie nie trudno o pomyłki.
-No jasne, jeśli młoda dziewczyna przychodzi do lekarki z bólem głowy, a ta a priori zakłada, że nic jej nie jest, więc rzeczywiście, szansa na pomyłkę jest murowana."
3/10
środa, 21 sierpnia 2013
Liebster Award #2

Wiem, wiem, miesiąc temu też brałam udział w tej zabawie. No cóż musicie
mi wybaczyć, ale pytania od Nessie, która mnie
nominowała bardzo mi się spodobały i postanowiłam na nie odpowiedzieć. Mam
również przygotowaną recenzje, czyli za kilka dni pojawi się ona na blogu.
A teraz do dzieła, oto moje odpowiedzi na pytania:
1. Czy masz motto
życiowe?
Nie, raczej nie.
2. Co jest dla ciebie najważniejsze?
Rodzina,
zdrowie, szczęście, przyjaciele… Dużo rzeczy.
3. Czy dążysz do jakiegoś celu?
Nie mam
jakiegoś konkretnego celu. Nie mam pojęcia co będę robić za kilka lat, więc nie
mam zbytnio do czego dążyć. Jeśli już dążę do czegoś to są to jakieś niewielkie
rzeczy :)
4. Jaki masz dzwonek w komórce?
Bardzo fajne
pytanie :) Hmmm... Jest to piosenka Rudimental – Waiting All Night .
5. Czy masz osobę, która 'zaraziła cię' czytaniem?
Raczej nie.
W dzieciństwie kiedy jeszcze nie lubiłam czytać to mama mnie bardzo do tego
zachęcała (wręcz zmuszała). Nie rozumiałam też wtedy mojego taty jak on może
tak dużo czytać, ale w końcu sama przekonałam się do książek.
6. Czy mając możliwość przeniesienia się do świata z ulubionej książki skorzystałabyś z tego? Gdzie byś się wtedy przeniosła?
Po pierwsze
to nie mam jednej ulubionej książki. Ale jakbym miała wybrać jakiś świat, to
pewnie przeniosłabym się do „Miasta kości” Casandry Clare. W końcu „Dary
anioła” zaliczają się do moich ulubionych serii.
7. Kim byłabyś w książce: wampirem, wilkołakiem, elfem, wróżką, zombie, a może jeszcze czymś innym?
Podróżnikiem
w czasie! Co ja bym dała żeby tak poprzenosić się na jakiś czas do poprzednich
wieków.
8. Jaka jest twoja ulubiona okładka książki? (max 3)
„Magiczna
gondola” ma naprawdę czarującą okładkę.
„Jutro”
trzecia i czwarta część. Te kolory na okładkach są świetne.
No i jeszcze
„Czerwień rubinu” i... "Akademia mroku"
9. Otwórz książkę, którą masz pod ręką, na stronie 36 i przepisz pierwsze zdanie :)
„O godzinie
piątej obie damy poszły się przebrać, a o wpół do siódmej poproszono Elżbietę
na obiad” – „Duma i uprzedzenie”. Ale głupie zdanie się akurat trafiło na
początku 36 strony.
10. Jeśli miałabyś być zwierzęciem, to jakim? Jak miałabyś wtedy na imię?
Długo się
zastanawiałam się nad tym pytaniem i nic sensownego nie wymyśliłam. W sumie to
flamingi są fajne, więc czemu nie.
11. Czego się najbardziej boisz/obawiasz?
Jak na razie
to boję się początku roku szkolnego, bo idę do nowej szkoły. A tak poważnie to
obawiam się między innymi utraty bliskiej osoby.
Ostatnim razem nominowałam 11 osób, więc tym razem już sobie to odpuszczę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)